
Babilon
Kiedy w końcu ludzie staną na krawędzi blisko dna
Kiedy zapatrzeni w siebie nie zobaczą jutra
Wtedy Ziemia płacząc nie da już nikomu spać
Słońce krwawe już nie będzie chciało nigdy widzieć nas
Wtedy mówić będą że tak już było odkąd powstał świat
Na kamiennej twarzy zobaczysz uśmiech ty także będziesz się śmiał
Wtedy będzie już za późno by naprawić nasze zło
Przez otwarte no oścież drzwi sal balowych przyjdzie on
Przyjdzie zniszczyć podpalić ograbić
Zgnębić pogrążyć świat
Przyjdzie odbierze pokój
Zostawi pustkę otchłań i strach
Wtedy zginie nasz świat
Dobiegnie końca nasz krótki czas
On siądzie na tron
Jego dom to Babilon / x3
Koniec świata
Kiedy jest mi źle nie powiem że nie
Że nie że nie szukam cię
Kiedy zdaje mi się że nie ma
Nie ma nie ma uciec dokąd nie
Nie ma słońca drogi drzewa
Nie ma deszczu pola róż
Nic nie wschodzi nie dojrzewa
Nie otworzę bramy już
A cierpienia da się dotknąć ręką
Tak głęboko jestem tu
A przy tobie znowu tylko ciemność
Mówię widzisz jestem tu
Jakoś się szło jakoś tak
Na końca świata świat
Znów nie wiem jak dojść jak
Na koniec świata gdzie świat
Daj mi drogę...
Czy mi powiesz co mam robić
Czy mi powiesz gdzie mam pójść
Kogo winić kogo bronić
Komu w serce mam wbić nóż
A komu nie
A komu już
A komu jeszcze nie
Jakoś się szło jakoś tak...
Nie ma słońca drogi drzewa...
A cierpienia da się dotknąć ręką...
Jakoś się szło jakoś tak...
Muzeum
Na ulicy muzealnej stoi budynek
W którym nie dzieje się nic
Poza tym że dzieje się wszystko
Gdy gasną światła budzi się garnitur
Budzi się sukienka szyta
Złotą nitką
Gwar muzyka cała sala tańczy
Znaki kotyliony uśmiechy
I ukłony nisko
Tylko kolory już wyblakły latami i pajęczą nicią
Tylko bezbarwne oczy wodzą za przedmiotami których dawno nie ma
Tylko bezwładne ręce powtarzają wciąż te same ruchy
Za dnia nieruchomi
Zamknięci w swych ramach
Płascy jak obrazy
Nocą wschodzą jak gwiazdy
Grają znów swe latami wyuczone role
A to wszystko by następnej nocy nie pamiętać nic
Tylko kolory już wyblakły latami i pajęczą nicią
Tylko bezbarwne oczy wodzą za przedmiotami których dawno nie ma
Tylko bezwładne ręce powtarzają wciąż te same ruchy
I my odejdziemy stąd
Na pola wiecznej gonitwy
Na pola gdzie wciąż pachnie proch
Nibylandia
Opowiadam tę historię zawsze gdy się czegoś boję
Ta historia, tak jak każda trochę prawdy w sobie ma
Opowiedzieć chcę o kraju, który gdzieś na ziemi skraju
Ponad czasem między światem tym a tamtym miejsce ma
Jak naprawdę jest nikt nie wie co się kryje gdzieś za drzewem
Bo z tej bajki morał taki z pustej kartki czytam znaki / x2
Tam się staniesz przyjacielem myśli swoich stworzycielem
Policjantem i złodziejem, królem, więźniem, super szpiegiem
Nie ma w kraju tym podziałów polityków, generałów
Możesz być tam dniem i nocą gdy ktoś przyjdzie Ci z pomocą
Jak naprawdę jest nikt nie wie...
Ty nie znajdziesz go na mapie w szkole, w pracy, w kuchni, w szafie
Bo fizycznie nie istnieje miejsce gdzie się to wszystko dzieje
Nie dolecisz samolotem buty zedrzesz darmo swoje
Przez lunetę nie wypatrzysz, to przy sobie masz od zawsze!
Jak naprawdę jest nikt nie wie...
Szczury
Hej musisz ruszyć się czas po tamtej stronie barykady zęby ostrzy
Długa droga zaprowadzi Cię gdzie ciągła noc zakrywa twarze jeśli zdążysz
Hej zapamiętać trzeba że to nie tutaj długie życie rozdawane
Ale dłużej będzie cieszył się ten kto szybciej pojmie, że
To nie życie naszym celem jest
Drogą której nikt tak nie nazwie
Do miejsca na nieznanej mapie
Póki co przewagę jeszcze masz
Komu w drogę temu czas!
Hej będzie trzeba ukryć strach przed milionem wściekłych lamp
Przed tysiącem głodnych psów
Hej w końcu ciągle więcej nas niż żołnierzy wszystkich miast
Każdy z nas szansę jeszcze ma
Drogą której nikt tak nie nazwie
Do miejsca na nieznanej mapie
Póki co przewagę jeszcze masz
Komu w drogę temu czas!